Bratnie dusze

Bratnie dusze

Spotyka się dwoje ludzi, niby przypadkiem, niby tak po prostu i od pierwszego wejrzenia „klick” – mogą gadać bez końca, lubią się, czują i mają poczucie, że odbierają na tych samych falach. Energia płynie, relacja się buduje, wszystko ładnie ślicznie i cudownie. Do czasu, gdy każdy z relacji bierze tyle ile daje.

Kasia Niedzielska – Czyż

Bo kiedy zaczyna jedna osoba czerpać lub dawać za dużo, to dochodzi do trudniejszych relacji. Ludzie wówczas zaczynają wchodzić w te tzw. „skomplikowane” sytuacje, każdemu z nas w życiu doskonale znane. Gdy doświadczamy braku równowagi w przepływie energii to ludzie przestają się rozumieć, trudno im się płynnie komunikować, nie chcą spędzać ze sobą czasu. Przejawia się to potem najczęściej w ploteczkach, przekłamaniach, narzekaniach, proszeniem o pomoc, wzbudzaniem winy, lęku czy w ostateczności otwartym konfliktem. A dlaczego tak się dzieje? Bo ludzie nie znają innego sposobu, by otrzymać energię od drugiego człowieka. Pędzimy, biegniemy w tym życiu, brak nam czasu i świadomości na to, żeby zauważyć co się z nami dzieje w duszy, jak reaguje nasze ciało, a potem już o krok do papieroska, piwka czy innego „zagłuszacza” typu buciki, czy kolejnego gadżetu dla podniesienia ego – :). I wtedy najlepiej nam na kimś „wymusić” doładowanie energii – kłócimy się, obwiniamy, ranimy, robimy wszystko żeby zostać zauważonym. Pragniemy za wszelką cenę uwagi drugiego człowieka – jak typowy dwulatek rzucający się w sklepie na podłodze gdy mama nie chce kupić lizaczka.

Gdzie jest granica między takim poczuciem „bratniej duszy”, takim połączeniem energetycznym a toksycznym związkiem?

Nurtuje mnie  pytanie. Każdy z nas w pewnym stopniu gra w jakieś gry, nosi jakieś maski, udaje w pracy kogoś innego, w domu inna maska, wymusza poczuciem winy czy robieniem z siebie ofiary czy jakimkolwiek innym schematem (kłamstwa, kłamstewka czy milczenie) takie czy inne zachowania na innych ludziach. Ludzie manipulują sobą wzajemnie – raz świadomie, innym razem absolutnie nie zdając sobie z tego sprawy. Tworzymy czasem relacje, które w pewnym momencie są już na takim poziomie energetycznym – że można z całą pewnością je zaliczyć do tych z serii „to skomplikowane”. Wtedy tylko te dwie osoby wiedzą, czują, odczuwają coś wspólnie – niestety najczęściej tzw. negatywne emocje – czyli jak nic stają się „bratnimi duszami”! Jak komuś trzeciemu się wówczas opowiada, nawet ze szczegółami o tej relacji, to można usłyszeć w odpowiedzi: „A weź przestań.. co ty w nim/niej widzisz.. weź sobie odpuść.. to nie warte.. no co ty, naprawdę to cie aż tak denerwuje?. Olej to..”  Po prostu ktoś trzeci nie czuje tych połączeń energii, nie jest w stanie pojąć tych delikatnych zależności, które tylko między tymi dwoma osobami się wytwarzają. To jest coś silniejszego, mocniejszego, to coś, co ich pcha do siebie.

I teraz co – tkwić w takiego typu relacjach, bo to one mają nas rozwijać?

Bo to one mają nam coś pokazać? Czegoś nas nauczyć? Dać nam te lekcje życia? To w końcu bratnie dusze – no kto by nie chciał mieć bratniej duszy? I jeszcze w języku polskim słowo: BRATNIEJ? Takiej duszy co zrozumie, co ufa, co wspiera, co ma nawet te same wibracje energetyczne… no cud miód malina! Ja od razu wszystko rzucam, zadzieram kiece i wszystko bym zrobiła, żeby tylko mieć w życiu taką bratnią duszyczkę!!! Jakież to piękne wówczas byłoby poczucie bezpieczeństwa, jakież to cudne byłoby dawać i brać bez ograniczeń, wiedząc że można by zawsze zaufać, zawsze polegać, zawsze wspierać i być wspieranym. No po prostu marzenie…idealny świat! Szczególnie w dzisiejszych czasach gdzie relacja to krótki SMS, wpis na portalu społecznościowym i tylko brak czasu, ciągły brak czasu, bo pędzimy, gonimy, biegniemy, ludzi nie zauważamy, nie rozmawiamy ze sobą itd.

Tylko, że na dokładnie takim samym „haju energetycznym” tkwią osoby w toksycznych relacjach. Latami tkwią. Latami potrafią pracować w środowisku obiektywnie ich nie wspierającym. Latami tworzą małżeństwa czy relacje które nie powodują u nich uśmiechu w sercu co rano (tylko tak są bo są – bo kredyt, dzieci, bo przyzwyczajenie, bo tak wypada). Latami się sami wyniszczają – co ewidentnie potem „widać w ciele”. To osoby szare, zmęczone, bez energii, otyłe albo bardzo szczupłe, z taką czy inną chorobą, od tego czy tamtego uzależnione, bez tego błysku w oku. Po prostu fizycznie ciało mówi STOP! A my dalej – ciało już krzyczy: zauważ mnie, doceń, pokochaj, daj energię – a my dalej tkwimy, bo „bratnia dusza”, bo to ta energia, bo się na chwile nakarmimy, bo na moment (najczęściej bardzo krótki) czujemy ten „high”.

A prawda jest taka, że ciało zna odpowiedź!

Osoba, człowiek który naprawdę siebie kocha i szczerze akceptuje, tak w pełni szanuje, nie zapali papierosa czy nie wleje w siebie litrów piwka, nie będzie wpychał w siebie śmieciowego jedzenia, znajdzie czas na kontakt z naturą, znajdzie czas na relacje z drugim człowiekiem – zobaczy w ogóle drugiego człowieka! Będzie wiedział jak ważne jest dla niego/niej to o czym i jak myśli, jaką ma energie w ciele, jak i kiedy oddycha, wreszcie jak medytuje (czy modli się jak kto woli, kontempluje… czyta, słucha muzyki czy w jakikolwiek inny sposób wprowadza się w trans i wyższe wibracje) i jak tworzy PRZESTRZEŃ. Przestrzeń do tych właściwych relacji! I najpierw trzeba zacząć od relacji z samym sobą! To jest ta najwłaściwsza – najbardziej bratnia dusza jaka tylko istnieje 🙂

Text: Kasia Niedzielska – Czyż