Choćby srały skały

Choćby srały skały

Do napisania tego artykułu zainspirował mnie wpis uwielbianego i znienawidzonego zarazem trenera na polskiej scenie szkoleniowej Mateusza Grzesiaka o tym samym tytule.

Piękny wpis na fb w skrócie mówiący o tym, że co by człowiek nie robił, ile by się nie starał, albo starał, i choćby skały srały, czy też nie – to i tak jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. I jak to tak sobie przeczytałam, pomyślałam o tym temacie trochę bardziej wnikliwie, to jak nic przyszły mi do głowy słowa, slogany, które każdego dnia powtarzam sobie w duszy ćwicząc jogę, czy medytując.

Te słowa to: wystarczająco i prosto.

Z pierwszym z nich zaprzyjaźniłam się już jakiś czas temu i, co bym nie robiła powtarzam sobie, już starczy, już jest ok, już wystarczająco dużo nakładu pracy, energii, intencji w to włożyłaś. Zrobiłaś, co umiałaś, starałaś się jak najlepiej, wystarczy. Bo to nie chodzi o to, żeby usiąść na laurach, przyjąć w życiu tzw. tryb kanapowy, czyli nic nie robić i czekać aż manna spadnie z nieba – „no bo ja przecież jestem wystarczający i mi się należy”.

To chodzi o to, by w swoim działaniu, codzienności, tym co robimy, aktywnościach każdego dnia robić tak, by z siebie samego być zadowolonym.

Chodzi o to, by podejmując działanie powiedzieć sobie w pewnym momencie stop i pójść dalej. Bo zawsze można więcej, bardziej skuteczniej, efektywniej. Więcej, więcej, więcej i do tego jeszcze szybciej. Zawsze można jeszcze poprawić prace magisterską, zawsze można więcej czasu spędzać z dziećmi, zawsze można wymyślić lepszy obiad, czy bardziej precyzyjnie przygotować raport do pracy. Ta gonitwa nigdy się nie skończy. A jak wejdziemy na temat relacji, to zawsze można by być bardziej tolerancyjnym, lepiej słuchać, zjednać sobie jeszcze większa liczbę znajomych, pogłębić szczerość, czy zaufanie w relacji… idąc tym tropem to więcej laików na facebooku czy serduszek na instagramie.

 A słowa „jesteś wystarczająca” powinno być w XXI wieku jak mantra powtarzane każdego dnia.

A Szczególnie dla kobiet, które same sobie założyły w tej swojej emancypacji przejęcie wielu ról męskich i ciągną tak parę srok za ogon, wykańczając swój organizm, zapominając o sobie i stąd już prosta droga do nałogu, uzależnienia, szukania ulgi w zakupach, czy papierosku. Nie wspomnę już o stanach lękowych czy depresyjnych, czy choćby zwykłym zmęczeniu.

A to chodzi o to, że każdy z nas jest wystarczający. Chodzi o to, że bogactwa, miłości, przestrzeni jest dla każdego z nas wystarczająco. Czasu jest wystarczająco. Radości i smutku jest wystarczająco. Starczy dla każdego. W momencie, kiedy odpuścimy sobie myślenie perfekcjonisty i  nasze ambicje, gdy balonik będzie wystarczający  – to wtedy choćby skały srały będziemy po prostu  szczęśliwi. Róbmy swoje, najlepiej jak potrafimy i co najważniejsze zgodnie ze swoją intuicję. Wtedy sprawy same się po prostu układają.

Idąc dalej – słowo „prosto”.

Jak już zaprzyjaźnimy się ze słowem wystarczająco, jak już pozwolimy na to, by życie płynęło i dotrze w końcu do nas, że nie na wszystko mamy wpływ i że dla każdego starczy to włączmy sobie w głowie słowo „prosto”. I tu znów przychodzą mi do głowy memy z internetu. Typu tęsknisz – zadzwoń, chcesz się spotkać – zaproś, chcesz porozmawiać – pytaj itd. Przecież to takie proste to nasze życie, a my je tak uwielbiamy komplikować. Po co to? Na co? Za co?

A zatem drogi czytelniku, czytelniczko – zbliżają się wakacje, czas regeneracji, odpoczynku, ładowania baterii. Bądź dla siebie wystarczająca, niech sytuacje, życie, to co los przynosi będzie wystarczające a jednocześnie proste.

Ot, taki prezent dla siebie na wakacje.