Ja za nic nie płacę… – część XII

Ja za nic nie płacę… – część XII

„Biznesowy bon ton, czyli szumy na linii” to seria felietonów, które publikować będziemy w każdy trzeci piątek miesiąca. Autorką jest Nina Kaczmarek – od zawsze „wolny strzelec” i aktywna kobieta. Praca na etat nigdy nie była jej po drodze. Własne działania, współpraca z innymi, realizowanie wizji, które uprzednio wymyśla są tym, w czym czuje się najlepiej. Swoje doświadczenia biznesowe i pracę z ludźmi obserwuje czujnym okiem i wyciąga wnioski ucząc się, jakich postaw unikać, a jakie są wskazane. Nie będą to żmudne dywagacje o ilości dziurek na sznurówki w butach eleganckiego mężczyzny, ani spory o głębokości dekoltu pani bizneswoman. To będzie wiedza praktyczna, z postaw, zachowań, komunikacji i relacji z drugim człowiekiem na scenie biznesowej, opisana w przystępny dla oka sposób.

Ja za nic nie płacę…… – część XII

Nina Kaczmarek

Wydawałoby się, że takie sformułowania dalekie są od biznesowych, a jednak… na swojej drodze przedsiębiorcy – spotykam ludzi, którzy z taką dewizą na ustach lawirują w świecie biznesowym.

Lawirują? Tak, to najlepsze określenie takiej postawy – ponieważ środowisko dość sprawnie ich selekcjonuje i plewi. Bo… biznes jest biznes.

Warto pamiętać, że przedsiębiorcy w większości  prowadzą swoje przedsiębiorstwa, by z nich żyć, jeść, opłacać rachunki, korzystać z uroków życia. Wielu z nich bywa filantropami, ale to ich osobisty wybór, tak jak wyborem wielu jest chęć dążenia do bogactwa. Czym owo bogactwo jest, to już indywidualna interpretacja każdego z nich.

No właśnie, dzisiaj chciałabym trochę o bogactwie i płaceniu właśnie

Miło jest wystawiać rachunki, a jeszcze milej odnotowywać wpływy na konto firmowe. A warto pamiętać, że aby pieniądz zechciał do nas przyjść, to my  powinniśmy wprawić go w ruch, tzw. obrót. Zdarzało mi się obserwować sytuację,  w której jeden podmiot chciał korzystać z usług drugiego – nieodpłatnie. Co więcej sama przez chwilę w takim układzie tkwiłam. Jakie wyciągnęłam wnioski z trwałej wymiany barterowej:

  1. Okazało się, że usługą, czy produktem który dostawałam za swoją pracę lodówki nie napełnię.
  2. Czas poświęcony do zapracowania na otrzymaną usługę najczęściej był niewspółmierny do wynagrodzenia barterowego.
  3. Często partnerzy barterowi okazywali się być niezaangażowani w sposób wystarczający dla projektów, co wpływało na niekorzyść przedsięwzięć.
  4. Często partnerzy okazywali się być niezadowoleni z korzyści otrzymywanych za swoje usługi, co jak w pkt. 3 wpływało na niekorzyść przedsięwzięć.

Nauczyło mnie to jednoznacznego określania warunków współpracy, jeśli owy barter jest najkorzystniejszą formą rozliczenia. Najlepiej, jeśli takie warunki są spisane w umowie lub chociaż zawarte na e-mail, który to w myśl Kodeksu Cywilnego stanowi dokument.

Dowiedziałam się też, że jeśli za usługą stoją pieniądze to dana usługa wydaje się być bardziej wartościowa dla obydwu stron.  Ta która płaci czuje wartość wydanych pieniędzy, ta która ma płacone odpowiedzialność za zadowolenie płacącego. Układ wygrany – wygrany.

No i najważniejsza kwestia…

jeśli Ty chcesz zarabiać, daj zarobić innym. Spraw, by Twoje działania generowały zyski, a wówczas będziesz miał się, czym dzielić i jak płacić. Jeśli Ty zaczniesz zarabiać, daj zarobić innym. Jeśli oni zaczną zarabiać dzięki Tobie, to wrócą do Ciebie z nowymi zamówieniami lub/ i nowymi kontrahentami dla Twojego zysku.

Warto więc przyjąć strategię człowieka bogatego i pozwolić pieniądzom płynąć.  A w razie zapytań znajomych, czy zrobisz im coś taniej po znajomości lub o zgrozo za darmo, grzecznie odpowiedz:

– A może Ty po znajomości zapłacisz więcej?

Z biznesowym pozdrowieniem Nina Kaczmarek