Mamo, nudzi mi się…

Mamo, nudzi mi się…

Ile razy dziennie, czy tygodniowo słyszy to zdanie przeciętny rodzic dziecka w wieku 5-10 lat. No właśnie, ostatnio sama słyszę je coraz częściej. Wtedy wyjścia są dwa, a właściwie jest ich więcej, ale zwykle reagujemy na dwa sposoby.

Po pierwsze czujemy, jak powoli wypełnia nas złość i wysyłając dziecko do swojego pokoju przypominamy mu, ile ostatnio wydaliśmy pieniędzy na kolejne zabawki na półkach w jego pokoju, dodając jakiś złośliwy komentarz w stylu „inteligentni ludzie się nie nudzą”.

Albo wyjście drugie, równie popularne, wpadamy w panikę i po szybkiej burzy mózgów podajemy, co najmniej 3 gotowe pomysły na zabawę w nadziei na akceptację. Jeśli jednak po serii głębokich wdechów uda nam się nie zareagować z automatu, to zwykle okazuje się, że znudzenie szybko mija.

I to dobry znak! Nuda, jeśli potraktuje się ją w szczególny sposób, może świetnie posłużyć dziecku, a w dodatku sprzyja jego rozwojowi.

Według słownika nuda, to “uczucie przygnębienia, zniechęcenia, spowodowane bezczynnością, monotonią życia”. Jaki rodzic przy zdrowych zmysłach chciałby narażać swoje dziecko na przeżywanie takich okropnych uczuć. Jednak jak wszystkie definicje nie należy ich brać tak dosłownie. Twój maluch ma prawo do jednej z największych przyjemności tego życia – starej, dobrej nudy. Chodzi o taką nudę, w której nie ma szkoły, lekcji, dodatkowej matematyki,  sprzątania pokoju. Nie ma tu również miejsca na tablet, komputer czy telefon. Chodzi o nudę, która naturalnie pobudza mózg do działania.

Im mniej bodźców, tym więcej przestrzeni na wymyślenie czegoś nowego.

Nuda zachęca do kreatywności i wprowadza dziecko w twórczy nastrój. To taki stan, w którym myśli ukierunkowują się na poszukiwanie konstruktywnego zajęcia. W przypadku dzieci ta kreatywność nie zna granic. Maluch ma w standardzie o wiele większą swobodę wyrażania własnych myśli i pragnień niż dorosły. Jeżeli ten czas, w którym dziecko powinno (tak, powinno!) się nudzić, zastąpisz obowiązkami lub zapchasz nachalnymi rozrywkami, mocno ograniczysz jego kreatywność. Pamiętajcie, że telewizor nie jest odpowiedzią na nudę, a tylko zabiera czas i odwraca uwagę małego mózgu, podobnie jest z komputerem. Coraz częściej spotykam rodziców, którzy twierdzą, że nie posiadają telewizora w ogóle. Kiedyś myślałam „wow, genialni jacyś, cały czas ze sobą rozmawiają, wspólnie się bawią”, no bo coś z dziećmi robić trzeba, zwłaszcza jak mają 3 lub 4 lata i same po podwórku nie biegają. A tymczasem okazuje się, że w większości przypadków telewizor zastępuje komputer, a w nim gry i komunikatory, a w dodatku 20 cm od oczu dziecka i zwykle w słabej pod względem anatomicznym pozycji. To ja się pytam, jaka to różnica, bo chyba tylko taka, że bajka czy gra komputerowa w internecie, zwykle nie jest przerywana reklamami, innych przewag nie znajduję.

Nudzisz się? To świetnie!!!! To teraz możesz się zastanowić, w co lubisz się bawić, z kim chcesz się spotkać.

Albo po prostu odpocząć. W dzisiejszych czasach dzieci wszystko mają zorganizowane niemalże jak w wojsku, kalendarz wypełniony godzinami zajęć, nie ma tam miejsca na pracę własną, zabawy swobodne, na własne wybory i decyzje, tak potrzebne dla zbudowania własnego JA, podszkolenia kompetencji społecznych, a może odkrycia talentów. Kiedy dziecko biega swobodnie po podwórku, samo musi podejść do innego dziecka, przedstawić się, zakolegować. W ten sposób trenuje nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktów międzyludzkich – czegoś, czego bardzo nam brakuje. Ludzie coraz bardziej boją się relacji, mają trudności z nawiązywaniem przyjaźni oraz trwałych stosunków partnerskich. Tak bardzo zależy nam, żeby nasze dzieci znały kilka języków, umiały śpiewać i tańczyć, pływać, znać sztuki walki czy grać w piłkę nożną, że zapominamy o budowaniu podstawowych kompetencji, możliwych tylko poprzez integrację z otoczeniem i samym sobą.

Nuda, to odpoczynek dla mózgu. Umysł przełącza się w zupełnie inny tryb działania.

Nie tylko mózgi dzieci są przeładowane. Umysły dorosłych też nie mają chwili wytchnienia, bo nawet jeśli rzeczywistość „da im spokój”, to od razu przełączamy się na świat wirtualny. Nasze mózgi są przestymulowane – przeładowane bodźcami. Trudno przewidzieć, jakie to będzie miało konsekwencje w przyszłości – dopiero dorastają „dzieci internetu”. Widać jednak, że dorośli są coraz bardziej neurotyczni, uciekają w świat wirtualny. A jak się im zabierze dostęp do internetu, to coraz częściej się okazuje, że w ogóle nie mają żadnych zainteresowań.

 Mózg pozbawiony stymulacji z jednej strony odpoczywa, a z drugiej – nagle i zupełnie spontanicznie „wpada” na nowe pomysły.

Na pewno doświadczyliście tego podczas spacerów, przed snem czy pod prysznicem. To właśnie w takich momentach umysł „wymyśla”. Pozwólmy naszym mózgom się ponudzić.

text:Be Fit Mom