Prywatny ranking prezentów mojej 7-latki.

Prywatny ranking prezentów mojej 7-latki.

Życie w naszych czasach nie jest łatwe pod wieloma względami. Ilość rzeczy, do których mamy dostęp i łatwość zdobycia wszystkiego, czego się tylko zapragnie sprawia, że kupowanie prezentów dzieciom już tak nie cieszy, ani tych którzy obdarowują, ani tych obdarowywanych.

Często spotykam się z takim sposobem, że zabiera się dziecko do sklepu z zabawkami i niech sobie coś wybierze w określonym zakresie cenowym. Mnie taki sposób zupełnie nie odpowiada, bo przy tej ilości zabawek i natłoku reklam w telewizji, to szybciej się zwariuje niż wybierze coś wartościowego, ale to moje zdanie. My mamy dodatkową trudność, bo córka ma urodziny w grudniu, zatem w jednym miesiącu mamy kumulację prezentową;)

W tym roku postanowiłam pójść o krok dalej i stworzyć z córką ranking prezentów, które otrzymała w grudniu i ku mojemu zaskoczeniu na początku rankingu znalazły się zupełni inne prezenty niż te, które były w liście do Mikołaja, czy te które były życzeniami urodzinowymi. Sami zobaczcie.

  1. Karnet na lodowisko – podpowiedziany przeze mnie prezent, córka jeździ na łyżwach od roku, ale była totalnie zaskoczona, bo sama nie wpadła na to, że można takie coś otrzymać. Teraz z dumą wręcza Pani w kasie SWÓJ karnet
  2. Książki Nela podróżniczka – dostała w prezencie urodzinowym dwa tomy. To genialna pozycja, napisana językiem 12-letniej dziewczynki z pięknymi ilustracjami, to krótkie opowieści o prawdziwych przygodach, przemycona wiedza o geografii i przyrodzie, a do tego prawie przy każdej opowieści jest ukryty kod QR, który po zeskanowaniu odtwarza nam minutowy filmik z udziałem Neli – bardzo polecamy
  3. Fiszki do nauki języka niemieckiego – Beaty Pawlikowskiej; codziennie odkrywamy jedną karteczkę i uczymy się razem kolejnych słówek.
  4. Seria książek Magiczne drzewo – o tych książkach wiedziałam od znajomych, że warte są uwagi, dlatego podpowiedziałam darczyńcom – książka w twardej oprawie i małym formacie już pierwszego dnia poszła z córką do szkoły. W świetlicy oraz na przerwach wypełniała czas, łatwo się czyta – polecamy jak Ktoś interesuje się magicznymi zjawiskami. Wszystkie przygody przytrafiają się grupce dzieci, więc można się z nimi identyfikować lub nie.
  5. Książka Pax o przyjaźni człowieka i lisa – przeczytałyśmy tylko pierwszą stronę z ciekawości, więc na razie wiele nie możemy powiedzieć, ale córka umieściła ją na tymże miejscu.
  6. Gra Bananagrams – genialna po trzykroć. Sami z mężem gramy wieczorami. Pięknie wykonane kwadraciki z literkami w woreczku w kształcie banana. Ja bym chyba wciągnęła tę grę na listę must have każdej rodziny, bo uczy kreatywności i rozwija językowo. Każdy dostaje tyle samo liter i musi ułożyć własną krzyżówkę – kto pierwszy ten wygrywa. Tosia dopiero zaczęła edukację szkolną we wrześniu, więc była bardzo dumna jak wygrała z babcią. Młodsza córka z literek układa imiona i też się nie nudzi.
  7. Gra Boost – okrągłe karoniki opakowane w puszkę, trochę podobne do Dobble, ale moim zdaniem łatwiejsze, bo każdy wykłada obrazki i wygrywa ten kto pierwszy powiąże je w kategorie i powie to głośno, więc liczy się spostrzegawczość i zabawa jest dla całej rodziny.
  8. Lego Elves – wymarzony smok – było o niego jojczenie z pół roku i czekanie na grudzień, żeby go dostać – a jednak okazał się tak nisko w rankingu
  9. Gra planszowa Ice Cool – bardzo łatwe zasady gry, jedyne co trzeba umieć, to odróżniać kolory i pstrykać, potem liczy się celność i taktyka; jedyny malutki minus jest taki, że najlepiej gra się w 4 osoby – w więcej nie można, a w dwie jest nudno.
  10. Gra Story Cubes – kostki rozwijające abstrakcyjne myślenie, bo na podstawie rozrzuconych 9 kostek trzeba ułożyć historię, nie jest to łatwe zwłaszcza dla dzieci, młodsza córka też takie dostała, ale z motywem bajkowym wtedy jest troszeczkę łatwiej; bawimy się wszyscy; można je zabrać do kieszeni i grać na przerwach w pociągu czy na podwórku na ławce.

Po zakończeniu eksperymentu jestem dumna z mojego dziecka, ale też trochę z Siebie, że nie ulegałam obrazkom w gazetkach reklamowych i reklamom telewizyjnych tylko szukałam ciekawych propozycji, przeszukując różne blogi. Teraz mam satysfakcję, że te wymarzone klocki za horrendalne pieniądze wcale nie stanęły na podium. Na kolejne Święta postaram się znaleźć więcej karnetów na różne zajęcia i na pewno kolejne tomy Neli podróżniczki.

Text: Joanna Złotkowska – BeFitMom – Szczecin