Równouprawnienie – kulturalna walka?

Równouprawnienie – kulturalna walka?

Kontynuując temat z poprzedniego miesiąca „Kobiety muszą zarabiać mniej”, trafiłem na prawdziwa wojnę kulturalno – biologiczną. Nasza obecnie, zachodnia kultura propaguje równość płci.

Kobiety i mężczyźni powinni być równo traktowani. Ale czy równo to na pewno sprawiedliwie? Tutaj właśnie następuje mocny atak ze strony biologii, która pokazuje nam, że mocno się różnimy i nie jesteśmy równi. Najdobitniej napisała o tym Joanna Chmielewska w jednej ze swoich książek, ze „Największym nieszczęściem kobiet stało się równouprawnienie. Biologia, niestety nie poszła z postępem.”

Nie zgadzam się że, jest to największe nieszczęście, ale z mojego męskiego punktu widzenia ta cala moda na równość wcale nie jest korzystna i to zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Oczywiście pewnie posypią się na moją głowę gromy . Swoją drogą mamy tutaj ciekawy paradoks – mężczyzna na portalu założonym, prowadzonym i skierowanym do kobiet odważa się otwarcie napisać, że równouprawnienie jest złe.  Sama idea jest jak najbardziej szczytna, każdy powinien mieć takie same szanse i nie być dyskryminowany. Ale nie możemy zapominać w tym wszystkim o czynnikach biologicznych, które musimy racjonalnie brać pod uwagę. Zacznijmy od tematu, który był inspiracją do tego artykułu – zarobków kobiet. Czy kobieta powinna zarabiać tyle samo co mężczyzna? Tak, jeśli mają takie same kompetencje i tak samo wykonują swoje obowiązki.

W mojej opinii są zawody, do których nasze dziedzictwo biologiczne przygotowało lepiej kobiety lub mężczyzn

W dyskusjach związanych z równouprawnieniem najczęściej wyciągany jest przykład, że kobieta na stanowisku menagerskim zarabia mniej, niż mężczyzna i generalnie młode kobiety są przez pracodawców oceniane jako potencjalne kandydatki do macierzyństwa. Naiwne równouprawnienie mówi w takim przypadku „nie można kobiecie płacić mniej tylko dlatego że jest kobietą”. Mądre równouprawnienie mówi: „oceńmy fakty”. Zatrudniając pracownika zawsze podejmuje się ryzyko i każda osoba działająca w biznesie wie, że ryzyka trzeba przewidywać, oszacowywać jakie jest prawdopodobieństwo ich wystąpienia i przeliczyć to na wartości pieniężne. Z punktu widzenia biznesu takim ryzykiem jest ciąża i urlop macierzyński. Zgodnie z prawem pracodawca nie może zapytać czy są takie plany, wiec kierując się interesem firmy musi takie zagrożenie wziąć pod uwagę. Wiem, że takie porównywanie macierzyństwa do zagrożenia jest delikatnie nie na miejscu, ale z mojego punktu widzenia tak niestety jest. Wyobrażając sobie kilkudziesięcioosobową firmę, która traci na 6 miesięcy prezesa możemy trochę wczuć się w taką sytuacje. Co może zrobić firma? Może zatrudnić kogoś na zastępstwo, ale czy to dobre rozwiązanie i ile będzie kosztować? Oczywiście nie mówię, że należy nie zatrudniać kobiet na odpowiedzialnych stanowiskach, absolutnie nie.  Warto po prostu postawić się w sytuacji właściciela firmy i wyobrazić sobie siebie w jego roli, zanim zacznie się wieszać psy na człowieku. On dbając o dobro wszystkich pracowników musi po prostu zaproponować mniejsze wynagrodzenie rekompensujące omówiony scenariusz.

Bardzo ciężko łączyć bogatą karierę z bogatym życiem rodzinnym

Wychodząc z biznesu i wracając do zwyczajnego życia trzeba sobie uświadomić, że bardzo ciężko łączyć bogatą karierę z bogatym życiem rodzinnym. Doba jest po prostu za krótka. Wydaje mi się, że ruch promujących bezrefleksyjne równouprawnienie, wmawia kobietom ze mogą mieć w życiu wszystko na raz, a to po prostu mało realne. Takim moim głębszym spojrzeniem zastanawiam się, kto wymyślił taką teorię że to kariera i sukcesy są sensem życia? Zapewne jakiś facet… Walka, rywalizacja, posiadanie więcej rzeczy, władza, sława to rzeczy które od zarania dziejów napędzają rozwój cywilizacji, ale też powodują wojny, stres i niszczą ludziom życie. Moim zdaniem w konfrontacji kultury: równouprawnienie z biologią nierówności, to jednak ta druga zwycięża.

Jeśli pokusimy się o refleksje, to tak naprawdę rola kochającej żony, dobrej matki może dać tak wiele szczęścia i to jest też podstawa całego społeczeństwa. Dla mnie większy sukces odniosła mama, która wychowała dwójkę cudownych dzieci, niż facet który jest milionerem. Na przykład jeśli założył biznes internetowy, który zamiast budować relacje ludzi tak naprawdę je osłabia. Różnica jest taka, że o Zuckenbergu mówią w mediach, tylko czy o to chodzi w życiu? Drogie Panie, nie dajcie sobie wmówić, że tylko tytuł prezesa da Wam w życiu spełnienie. Każdy musi znaleźć swoja drogę.

Mateusz Zubin