Co z tą uważnością? O co chodzi w tym „mindfullness”? cz. II

Co z tą uważnością? O co chodzi w tym „mindfullness”? cz. II

Co z tą uważnością?.. I zaczyna się piękny taniec „ocen i przekonań” w naszej głowie. Emocje potrafią przecież „cudownie zamieszać”. A to dzięki nim jesteśmy w końcu ludźmi!

I na czym polega cała zabawa? Otóż, gdy pojawiają się emocje (oczywiście te tzw. negatywne) to dzieje się tak, że nasz umysł z masy myśli, przekonań, ocen, tzw. percepcji umysłowych wybiera sobie jedną emocję – np. zazdrość, bo „się spojrzał na inną” i tak potem to drążymy, dopowiadamy niestworzone historie, dorabiamy w pięć pokoleń wstecz cała dramaturgię, że z jednego małego zdarzenia mamy cały film w swojej głowie… myślimy, oceniamy, analizujemy, nakręcamy się…nakręcamy i nakręcamy (w nocy też!). Stosujemy wtedy znane wszystkim dwa mechanizmy czy tzw. strategie:

  1. ignorujemy to co czujemy.. spychamy to jak najgłębiej (ja jestem idealna…to ON!), udajemy, że nie ma problemu albo
  2. wręcz przeciwnie.. wywalamy wszystko na zewnątrz, ak brzydko się wyrażę „wyrzygujemy” wszystko co możemy drugiej stronie (tu ja też jestem na biedna, ta krucha…no przecież mówię, że to ON)!

 

Oczywiście sposobów wyparcia jest więcej. Wszystkie działają tylko na krótko i prędzej czy później wybuchamy z podwójna, albo i n-tą siłą i nic tylko jesteśmy jedną chodzącą tykającą bombą. Gdy dołożymy wszystkie procesy chemiczne w mózgu i naszym ciele to docelowo skutkuje to ewidentnie chorobą, bólem, stresem, docelowo uzależnieniem od czegokolwiek czy kogokolwiek i generalnie średnio u nas wtedy z uśmiechem, radością życia, docenieniem bycia człowiekiem. Bycia tylko albo aż istotą ludzką. Bo wszystko nas wtedy denerwuje, bo ten mąż, bo ta pogoda, bo ten szef… bo rząd – 🙂

 

A zatem co robić? Oczywiście medytować. A ja bym dołożyła do tego oczywiście JOGĘ :))))) Bo to przecież wiadomo, że joga dobra na wszystko! No i w zdrowym ciele zdrowy duch – więc w jodze mamy dwa w jednym. A w medytacji tylko trenujemy umysł. A tak na poważnie nie każdy jest gotowy na medytacje, na bycie w ciszy, na oddech, na tego rodzaju techniki. Warto jednak się przekonać i potrenować ten swój umysł. Można zrobić to tak:

  1. Wziąć oddech– dzięki temu będziemy mieli całą sekundę, albo dwie, żeby w ogóle sobie uświadomić, że: „a mam Cię „emocjo”… a tu cie mam … „Jest. Trafiony zatopiony”.Jesteś zazdrosna, czujesz się niedoceniona…opuszczona…przykro Ci itd.
  2. Zauważ, że masz przestrzeń wokół siebie, że jest ziemia, niebo czy w pokoju podłoga, sufit. Najczęściej w przeżywaniu emocji doświadczamy tzw. myślenia tunelowego. Fiksujemy się tylko na bardzo wąski zakres odbioru percepcyjnego, a zatem zauważ, że jest jeszcze świat i cokolwiek innego dokoła. Znów zyskujesz kilka sekund zanim zareagujesz i się „nakręcisz”!
  3. Poczuj to. Można, a nawet trzeba pozwolić sobie na głos serca. Nie odpychać i ignorować tego uczucia, tylko to poczuć. Dzięki temu, że nie uciekamy przed tym – to się automatycznie zmniejsza, odpuszczamy walkę, pojawia się dystans, przestrzeń i kolejne parę sekund na reakcje.
  4. UŚMIECHNIJ SIĘ! Naprawdę można się uśmiechać – i to za darmo!

 

I o to właśnie chodzi w medytacji… żeby oddechem jakby delikatnie, z akceptacją i miłością do samego siebie zauważać nasze myśli, powiedzieć nawet sobie „o to 

jest myśl”, „teraz właśnie myślę” i pobyć sobie w tym uczuciu, dać sobie tą przestrzeń, ten oddech, te parę sekund bycia „tu i teraz” – które tak naprawdę i 

 

paradoksalnie mają nas właśnie przebudzić i uświadomić, że jesteśmy ludźmi.. istotami ludzkimi, ze zmysłami… nogami,, rękoma i umysłem, który myśli i sercem, które czuje! No i uśmiechem (jak np. zauważymy te piękne buty z nowej kolekcji w promocji :).

 

Ot takie to proste.. – a zatem ODDECH! To naprawdę takie proste – wdech i wydech. I śliczny piękny uśmiech w sercu 🙂

Koniec cz. II

Text: Kasia Czyż