W POSZUKIWANIU SIEBIE

W POSZUKIWANIU SIEBIE

Czytam rewelacyjną książkę „Sztuka bycia sobą” i tak mi się podoba, że aż chce mi się tutaj o swoich przemyśleniach popisać.

Za bardzo nie wiem kto jest autorem, ale chyba jakaś duchowna osoba, albo ktoś z psychologią związany, bo często nawołuje do takich ogólnych prawd jak człowieczeństwo, jak dobroć, jak bycie istotą…

Tylko jak to odkryć? skąd wiedzieć, że już jesteśmy w pełni „zrealizowani”, „w pełni odkryci”, czy „w pełni człowiekiem”?

Przecież o naszym bycie czy istnieniu, czy nawet szczęściu nie świadczy to, jacy jesteśmy – w sensie grubi, chudzi, duzi czy mali, ani też to, jakim autem jeździmy, czy jakiej marki ciuszek ubrani jesteśmy (chociaż to akurat w pewnych sytuacjach i momentach życia znacząco potrafi poprawić humor, zwłaszcza płci pięknej w tzw. słabszych momentach, bo jak to mówią „każda nowa para butów ulecza kobietę”, a na zdrowiu nie można oszczędzać!). O człowieczeństwie stanowi raczej to, w jakim stopniu, jak mocno i jak świadomie jesteśmy w stanie wykorzystać tak naturalne i dane nam wręcz w zarodku umiejętności jak np.: kreatywność, spontaniczność, osobowość, autentyczność, zdolność do troszczenia się o innych ludzi, czy wreszcie umiejętność kochania, przyjaźni, tęsknoty, uczenia się itd.

Te cechy, idąc za autorem książki, to nic innego jak cechy narodzonego dziecka.

Dziecko, które w 100% jest kreatywne i autentyczne i ma swoją osobowość, swój charakter, byt, kocha, przyjaźni się, troszczy się, rozwija spontanicznie swoje umiejętności…i wymieniać by można bez końca.To w takim razie, jak z tych cech korzystać przez całe życie, by być bardziej człowiekiem? W końcu ten rozwój osobisty do czegoś  dąży.. po coś to robimy.. no, po co? Właśnie chyba po to, żeby tak wycisnąć z tego bycia człowiekiem maksymalnie człowieczeństwo. Człowiek zgodnie ze swoją własną naturą dąży w kierunku stawania się coraz pełniejszą istotą, która docelowo w coraz pełniejszy sposób realizuje własne człowieczeństwo.

Filozoficznie się tu mega zrobiło, teraz mogłabym tak przez najbliższe pięć lat pisać.. a dlaczego tak…a po co…a kiedy.. a w jakim sensie…jak… – a jednak życie toczy się dalej, codzienność mija, rutyna i szarość dnia się wkrada i tak leci nam ten czas przez palce. Szybko szybko. .więcej więcej,, efektywniej efektywniej i co.. i już?

Minęło to życie? już jesteśmy dorośli?

W pełni rozwinięci? tak „na maxa” odkryliśmy to swoje człowieczeństwo? Już znamy siebie i możemy powiedzieć, że w całości skorzystaliśmy ze swoich naturalnych cech i umiejętności? Tych samych z którymi przyszliśmy na świat?

Ja niestety muszę się przyznać, że NIE DO KOŃCA. Mam prawie czterdzieści lat życia za sobą, przydało by się wiedzieć, kim się tak jest do końca, co mnie określa i w którym kierunku to moje życie się rozwija. Moja podróż jednak trwa.. szukam. .czytam.. rozmawiam.. doświadczam i z jednej strony to piękne jest, cudownie rozwija, sprawia mi frajdę, a z drugiej strony już trochę tym filozofowaniem jestem zmęczona. Już bym tak chciała wiedzieć, mieć to przeczucie w sobie, że to jest teraz to życie „na maxa”, że to jest ten czas. tu i teraz.. już.. – jesteś właśnie całkowicie sobą, czujesz się w pełni zrealizowana i to na wszystkich płaszczyznach, masz poczucie, że „na maxa” wykorzystujesz ten czas, ten krótki dany Ci czas na tej ziemi i korzystasz ze swoich wszystkich umiejętności. Umiejętności zarówno tych wrodzonych, jak i tych, które tak skutecznie rodzice, nauczyciele, czy kultura i środowisko czasem zabijało w tobie, a czasem tylko modyfikowało czy ukierunkowywało (częściej niestety zabijało.. tu mam na myśli „ławkę szkolną i 20 lat „siedź cicho.. nie wychylaj się”).

A jak to jest u Ciebie, Droga Czytelniczko?

text: Kasia Czyż