Wakacje życia oczami najmłodszych

Wakacje życia oczami najmłodszych

Zainspirowała mnie moja starsza córka. Kilka razy o niej wspominałam, ale dla przypomnienia lub dla nowych czytelników, córka ma 8 lat i zdała do drugiej klasy szkoły podstawowej.

Ostatnio gdzieś na dnie szafy w kartonie odnalazłam mój pamiętnik z podstawówki, dokładnie z drugiej klasy, a była to końcówka lat 80-tych. Niektórzy z Was, drodzy czytelnicy pamiętacie pewnie, że wówczas nie istniały Smartfony, a ludzie często posługiwali się tekstem pisanym. Pamiętnik w tamtych czasach to był taki szczególny zeszyt, do którego wpisywali się z krótkimi rymowankami lub życzeniami wszyscy, którzy byli dla nas ważni. Każdy wpis był na osobnej stronie i zaczynał się od słów „ku pamięci” Tak też było w tym przypadku, nawet jedna koleżanka przykleiła mi historyjkę z Donalda, dacie wiarę. Moja córka natychmiast mi zakomunikowała, że ona też chce taki pamiętnik, ale nie o tym chciałam pisać.

Pamiętnik był pretekstem do podróży w przeszłość, a ponieważ mamy wakacje, to zaczęłyśmy rozmowy o tym jak ja spędzałam wakacje, będąc w podstawówce. Niestety nie miałam się czym pochwalić, tak mi się wydawało, bo każde wakacje całe 2 miesiące spędzałam u babci na wsi. Zresztą byli tam moi kuzynowie i kuzynki, taka rodzinna kolonia. Mieliśmy do dyspozycji jeden rower, wielkie podwórko i dwa ogrody, kapsle, noże, piłkę i sznurek. Tylko tyle powiecie, ale muszę się przyznać że my się nie nudziliśmy, wymyślaliśmy wspólne zabawy. Pomagaliśmy w ogrodzie, zbieraliśmy owoce i warzywa, na podwieczorek były porzeczki lub agrest prosto z krzaka, na kolację babcia piekła nam na piecu makaronowe placki. W ogóle nie wychodziliśmy poza teren, no chyba że szliśmy nad jezioro lub na grzyby z babcią. Była to odległość rzędu 1,5km w jedną stronę. No i to chyba na tyle z atrakcji pomyślałam. I tutaj ku mojemu zdziwieniu moja córka w słowach pełnych zachwytu powiedziała: „mamo, ale Ty miałaś cudowne wakacje. Ja też bym tak chciała jechać na całe wakacje do babci i na wieś. Bo po co my jeździmy na te wszystkie zagraniczne wycieczki” Nie powiem trochę mnie zatkało, wprawdzie moja mama na wsi nie mieszka, ale na przeszkodzie nic nie stoi żeby młoda pojechała do niej na wakacje, a odwiedziny na wsi jej pewnie dziadek zorganizuje.

No i właśnie wtedy pomyślałam, czyje oczekiwania spełniamy, czyje potrzeby ?

Wydaje się nam, że jak w życiu z rodzicami nie byliśmy na żadnych wakacjach, bo ja nigdy nie byłam, to znaczy że własne dzieci trzeba wozić po świecie, niech zobaczą. Że jak my nie mieliśmy innego wyjścia jak babcia na wsi na czas wakacji to teraz naszym dzieciom zapewnimy 8 tygodni różnorodnych półkolonii. Wydaje nam się że plac zabaw to za mało żeby się dzieciaki dobrze bawiły więc szukamy, animacji, programów artystycznych i tym podobnych. A tymczasem okazuje się że dzieciaki wcale nie mają takich oczekiwań, znaczy pewnie nie wszystkie, ale stawiam że wiele. Moja córka jakiś czas temu pokochała miłością wielką konie i wyprosiła, a właściwie to nawet dołożyła ze swojej skarbonki pieniądze na 2 tygodnie półkolonii w stajni. Codziennie wstawała o 7.10, gdzie normalnie w ciągu roku szkolnego wstawanie na 8.00 było największą karą, i od 8.00 w stajni karmiła konie, wyprowadzała je na padok, czyściła, szczotkowała, myła im kopyta, chodziła na łąkę z wiadrem namoczonego owsa żeby nakarmić te, które nie nocowały w boksach, oczywiście bawiła się i jeździła konno z innymi dziećmi, Jak ją odbierałam o 16.00 nigdy nie chciała wyjść, brudna, śmierdząca i zmęczona mówiła że było cudownie i tak każdego dnia. Ostatniego dnia kolonii płakała że już koniec . A teraz jak to się ma do tygodnia „allinclusive” w ciepłych krajach…..ano tak że po trzech dniach było już nudno bo śniadanie, basen, morze, obiad, basen, mini disco…

Zatem Kochani moi 

Może nie wszystko co było kiedyś było złe, może dobrostan nam przesłonił horyzont. Może dzieciaki do życia w szczęściu i beztrosce potrzebują jedynie drugiego człowieka do zabawy. Może nie warto szukać last minute czy first minute może poszukać stajni, babci czy wujka na wsi i pozwolić im być dziećmi. Bez internetu, telefonu i podgrzewanej wody w basenie. Poczuć tę dziecięca radość jak w jednej z reklam czekolady. Ja zawiozłam obie córki do babci, wieczorem zadzwoniłam sprawdzić czy się nie nudzą;) i niestety nie nudziły się. Starsza narwała kwiatków u babci na działce i robi zielnik… nie potrzebuje do tego nowych technologii, a w dodatku jedzą jabłka, maliny i groszki; babcia im gotuje jarzynówkę i fasolki szparagowe, a wieczorem mają w planie jechać na wieś obejrzeć zwierzaki. Żadne egzotyczne wczasy tego nie przebiją.

Pozdrawiam i miłego wypoczynku życzę.

text Joanna Strzałka – Złotkowska Be Fit Mom – Szczecin