Co zrobić, gdy spotkanie biznesowe okazuje się sprzedażowym?– część VII

Co zrobić, gdy spotkanie biznesowe okazuje się sprzedażowym?– część VII

„Biznesowy bon ton, czyli szumy na linii” to seria felietonów, które publikować będziemy w każdy trzeci piątek miesiąca. Autorką jest Nina Kaczmarek – od zawsze „wolny strzelec” i aktywna kobieta. Praca na etat nigdy nie była jej po drodze. Własne działania, współpraca z innymi, realizowanie wizji, które uprzednio wymyśla są tym, w czym czuje się najlepiej. Swoje doświadczenia biznesowe i pracę z ludźmi obserwuje czujnym okiem i wyciąga wnioski ucząc się, jakich postaw unikać, a jakie są wskazane. Nie będą to żmudne dywagacje o ilości dziurek na sznurówki w butach eleganckiego mężczyzny, ani spory o głębokości dekoltu pani bizneswoman. To będzie wiedza praktyczna, z postaw, zachowań, komunikacji i relacji z drugim człowiekiem na scenie biznesowej, opisana w przystępny dla oka sposób.

Co zrobić, gdy spotkanie biznesowe okazuje się sprzedażowym?– część VII

Zdarzyło mi się poczuć oszukaną, okradzioną z czasu przez tzw. sprzedawców bezpośrednich. Nie raz i nie dwa.  Postanowiłam więc napisać o tym, jak reagować w sytuacji, kiedy ktoś umawia się z Tobą na spotkanie stricte biznesowe oferując ciekawą współpracę, a tymczasem okazuje się, że zmarnował Twój czas, bo w efekcie chciał Cię nakłonić do:

  1. Zakupu produktów w sprzedaży bezpośredniej,

    dsc_1133
    Nina Kaczmarek
  2. Wciągnięcia w struktury MLM,
  3. Polecenia mu kolejnych osób do kontaktu, które będzie chciał „naciągnąć” podobnie, jak chciał naciągnąć Ciebie.

Jestem sprytna, mądra i współpracująca z ludźmi, a skromność otwiera moją długą listę zalet 🙂

Pewnie podobnie do Ciebie, skoro czytasz ten felieton. Lubię nawiązywać kontakty biznesowe o podłożu czystej sympatii. Osobiście łatwiej tworzy mi się z ludźmi,  z którymi mam tzw. chemię. Wiem też, że tej chemii trzeba czasem dać szansę i to jest niekiedy świadome podkładanie się. W biznesie są ludzie, którzy wykorzystują taką otwartość i zwyczajnie próbują na niej wygrać coś tylko dla siebie. W moim rozumieniu biznes, to współpraca, gdzie dwie strony zyskują. Tymczasem…

Zadzwonił do mnie  późnym wieczorem telefon, odebrałam i słyszę:

– Czy rozmawiam z Niną Kaczmarek?

– A o co chodzi? – z racji późnej pory moja serdeczność była uśpiona.

– Przepraszam, że o tej porze. Przeglądam sobie działania Kobietowo.pl i … (tutaj padły nazwy innych projektów z moim udziałem) i myślę że możemy podjąć współpracę, bo jestem … (tutaj padł dumny tytuł, który zrobił na mnie duże wrażenie). Chciałabym panią zaprosić do siebie na kawkę, pani Ninko (sic!) i opowiedzieć co robię dla kobiet, by podjąć z paniami współpracę i razem coś stworzyć.

Pora była naprawdę późna, więc grzecznie poprosiłam o rozmowę telefoniczną dnia następnego. Pani brzmiała bardzo przyjemnie, więc umówiłyśmy się spotkanie, na którym to miła pani miała mi przedstawić możliwości współpracy z nami.

Na spotkanie stawiłam się punktualnie, z obszernym zapasem czasu. W umówionym miejscu przywitała mnie elegancko ubrana kobieta w średnim wieku, pachnąca dobrymi perfumami i precyzyjnie, (choć w mojej opinii zbyt intensywnie, jak na porę spotkania) umalowana.  Samo wnętrze też robiło wrażenie przytulnego, eleganckiego i zadbanego. Zostałam  poczęstowana wyśmienitą kawą w pięknej filiżance i podjęłyśmy rozmowę.

Wiadomo… pierwsze spotkanie zawsze służy tzw. „obwąchaniu się”.

Czysta socjologia: co mamy wspólnego, co nas interesuje, czym się zajmujemy, trochę tematów życiowych. Trochę i, by wystarczyło. Jednak tutaj rozmowa na tematy luźne przeciągała się: 40 minut, 50 minut, godzina, godzina i 10 minut. Było miło, ale moja intuicja już zaczęła się niepokoić. Uznałam, że warto grzecznie nawiązać do założonego celu spotkania, co też zrobiłam. Moja rozmówczyni nieśpiesznie podjęła wątek prezentowania swoich usług i produktów. Uznałam, że to „gra wstępna” do naszej współpracy i, że to co mi prezentuje, może być materiałem do dalszej rozmowy o naszej współpracy.

Dane mi było zrobić sobie pielęgnujący zabieg na dłonie, demakijaż i makijaż na nowo, przy użyciu produktów firmy którą pani prezentowała.

– Ok, – pomyślałam – kobiety to lubią, być może wprowadzimy tą firmę w jeden z naszych projektów.

Aż BUM! Czar prysł, kiedy to organizatorka spotkania wyskoczyła z cennikiem produktów , ofertą sprzedaży dla mnie i oczekiwaniem, co chciałabym kupić TERAZ.

Lata współpracy z ludźmi i obycie z podobnymi technikami pozwoliły mi beznamiętnie odpowiedzieć:

– Dziękuję, ale na teraz nie jestem zainteresowana zakupem pani produktów, zwłaszcza że nie to jest celem naszego spotkania. Może porozmawiamy, jak możemy to co pani mi zaprezentowała wpleść we współpracę z Kobietowo.pl

Tutaj pojawiła się szansa, by moja rozmówczyni wybrnęła z tej sytuacji, ale okazało się, że nie jest absolutnie gotowa na rozmowę o jakiejkolwiek współpracy, bo w projektach które są naszym udziałem orientuje się jedynie z nagłówków. Brakowało jej rozeznania, jak i w czym mogłaby zaistnieć, sugerując bym to ja jej zaproponowała przestrzeń do działania z nami.

To była chwila, gdy zrozumiałam, że zostałam oszukana

Bowiem to ja zostałam zaproszona na spotkanie, na którym miałam poznać ofertę zapraszającej. Poznałam, ale nie tak jak pierwotnie było umawiane. Zamiast rozmowy o współpracy, czyli biznesie, byłam bezpardonowo wkręcona w pokaz sprzedaży bezpośredniej.

Żeby tego było mało, wyraźnie czułam nacisk na podanie kontaktów do innych osób, które owa pani mogłaby umówić na podobne spotkanie. Grzecznie, acz zdecydowanie odmówiłam, bo ludzie z którymi  współpracuję mieliby mi za złe taką rozrzutność.

Opinię na temat stosowności zachowania osoby, która mnie zaprosiła na spotkanie zostawiam Tobie Drogi Czytelniku, ze swoich wniosków w zakresie bon ton w biznesie, wyciągam:

  1. Bez skrupułów i poczucia winy w podobnych sytuacjach odmawiać zakupu proponowanych produktów podkreślając zawsze, jaki jest cel spotkania.

Nie ma nic złego w trzymaniu się założeń i uwierz mi, poczucie winy, że nic nie kupujesz,  jest iluzją. To, że ktoś manipuluje Cię przez ponad godzinę szukając z Tobą wspólnych tematów i, że daje Ci mini usługę w postaci reklamy swoich produktów to jego dobra wola, a nie Twój obowiązek do rewanżu w postaci zakupów.

  1. Warto zawsze być przygotowanym na spotkanie z nową osobą. Poczytać, pogooglować, zapoznać się z kulturą firmy, z której jest dana osoba.

Do wyżej opisanego spotkania byłam przygotowana i nic mnie nie zaskoczyło. Osoba, która mnie zaprosiła „spaliła raka” bo okazało się, że pułapka w którą chciała mnie złapać miała dziury i nie potrafiła porozmawiać ze mną o sprawach o których, jak twierdziła wcześniej będzie traktować nasze spotkanie.

  1. Nigdy nie podawać numerów telefonów, ani nazwisk innych osób które mogłyby być zwabione w podobny sposób.

Co więcej, poinformowałam i uprzedziłam już część  tych znajomych, którzy byli w kręgu zainteresowań eleganckiej pani o rzeczywistej intencji spotkania, gdyby jednak dotarła do nich bez mojego udziału.

  1. Brać dużą poprawkę na osoby, które dzwonią w sprawach inne, niż osobiste późnym wieczorem.

Na swoją obronę dodam, że w tym czasie jedno z moich dzieci przebywało na obozie i, jako matka odbieram w takich sytuacjach wszystkie połączenia, o każdej porze.

Na swoje pocieszenie mam tyle, że owy czas spotkania dla zapraszającej okazał się nieefektywnym, a ja dzięki temu zyskałam nowy materiał do felietonu. Zatem pozostaje mi podziękować przesympatycznej i eleganckiej pani o dumnie brzmiącym tytule, za temat o którym dzisiaj i pyszną kawę.

Z biznesowym pozdrowieniem Nina Kaczmarek

#Felieton

#Biznes