Dać swobodę i zachować umiar (?)

Dać swobodę i zachować umiar (?)

Moje Flow- coaching/szkolenia – Anita Gałek

Pisałam niejednokrotnie o tym, jak uczyć dziecko samodzielności, jak wpierać, jak wychować na dobrego człowieka. Takiego, który nie będzie obojętny wobec krzywdy innych – co w świetle wydarzeń z udziałem agresywnych i bezdusznych nastolatków –ma ogromne znaczenie.

No właśnie, bo co oznacza hasło „dajmy dzieciom swobodę”. Czy to oznacza „dajmy możliwość decydowania o wszystkim”? „Niech sobie radzi, duże już jest”? Gdzie są te granice? Czy swoboda dotyczy również trudnych dla naszych dzieci sytuacji (które dla nas wcale nie muszą takie być)? Poczucia krzywdy, Zdjęcie użytkownika Moje Flow- coaching/szkolenia - Anita Gałek.niesprawiedliwości? Dajemy swobodę, nawet w sytuacjach, których nasze dziecko nie rozumie? Czy wolność, którą dajemy swoim latoroślom polega na tym, że nazywania uczuć i emocji nauczy się od rówieśników?

Osobiście również jestem za dawaniem swobody dziecku, a roztaczanie parasola ochronnego nad głową nie leży w mojej naturze. Uważam jednak, że są sytuacje, w których nie możemy dziecka pozostawić samemu sobie. Kiedy? Między innymi wówczas, gdy:

  • widzę, że moje dziecko jest smutne, czy bardziej małomówne niż zwykle.
  • dziecko sygnalizuje mi, że znalazło się w sytuacji, której do końca nie rozumie (nie rozumie, dlaczego ktoś postąpił w dany sposób, dlaczego powiedział coś, co wydaje się krzywdzące)

Czy uwaga rodzica skierowana w tych momentach na dziecko jest przejawem nadopiekuńczości?

Wielu rodziców powie „Nade mną rodzice też się nie rozczulali. Musiałem (-łam) radzić sobie sam (-a) i żyję”. Jasne, pozornie nic się nie stało. Wystarczy jednak przypomnieć, jak się czuliście w sytuacjach, gdy rodzic mówił: „Jesteś już duża, radź sobie”.

W poprzednich publikacjach kilka razy pisałam o tym, jak możemy wspierać swoje dzieci. Zachęcam, by to czynić. Polecam uważność w wychowywaniu dzieci. Wrażliwość na ich nastroje i uczucia. Budujmy relacje, dające naszym dzieciom poczucie bezpieczeństwa i wsparcia. A te wcale nie muszą wiązać się z wychowywaniem w cieplarnianych warunkach i z pozbawianiem dzieci samodzielności. Wystarczy tylko wyznaczyć granice.

Mam wrażenie, że niektórym dorosłym łatwo przychodzi pozostawianie dzieci w pozornej samodzielności. To jest po prostu wygodne. Nie trzeba toczyć długich rozmów, nie trzeba tłumaczyć, dlaczego pewne sytuacje zaistniały.

Część dorosłych zadowolona jest, że ma tak „samodzielne” dzieci. Ale brak większej uwagi powoduje, że nasz syn, czy córka:

  • może czuć się po prostu samotna
  • ma poczucie chaosu, bo nie radzi sobie z codziennością
  • zaczyna kłamać, bo przecież rodzic i tak tego nie sprawdzi
  • nie ufa nam (bo nie może na nas liczyć)
  • nie będzie potrafiła być wsparciem dla innych, bo nikt jej tego nie nauczy
  • będzie egoistycznie nastawiona do życia, będzie skupiona na zaspokajaniu tylko swoich potrzeb

Warto zatem przemyśleć, jak nie być osaczającym rodzicem. Jak dawać swobodę, ale i w tym zachować umiar…

Text: Moje Flow- coaching/szkolenia – Anita Gałek