Rozmowa z Kobietą nękaną psychicznie…

Rozmowa z Kobietą nękaną psychicznie…

Niebezpieczne związki, o przemocy psychicznej i fizycznej

Wywiadu udzieliła mi była studentka ze Szczecina, która z obawy o siebie wolała zostać anonimowa. Dlatego imiona pozostały zmienione.

Agnieszka B: 23 letnia młoda kobieta, która przeszła traumatyczny 3 letni związek. Mógł skończyć się dla niej tragicznie. Niektórzy ją ostrzegali, ona nie widziała zagrożenia. Arek, partner Agnieszki jest teraz w więzieniu za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Ona sama dochodzi powoli do siebie i dziękuje Bogu, że obudziła się w samą porę.

P. S: Dlaczego zgodziła się Pani ze mną porozmawiać?

A.B: Piszę Pani dla portalu, który wspiera Kobiety. To do nich chciałam trafić. Ostrzec, pomóc zrozumieć. Nie wiem jak to ująć. Może moja historia ostrzeże, uchroni parę z nich przed „niebezpiecznymi związkami”.

P.S: Słuchamy.

Aga B: Pochodzę z Olsztyna. Po liceum postanowiłam wyjechać tu na studia. Wybaczcie, że nie podam specjalizacji. Nie czuje się na tyle bezpieczna by… W każdym razie, na tych studiach poznałam Arka. Wszyscy od razu zauważyli, że to taki „zadziorny typ”. Jednak z autopsji wiem, że na moje studia nie było tak łatwo się dostać, więc żeby mnie Państwo dobrze zrozumieli… W wypadku Arka zadziorny nie znaczyło ani w małym procencie słowa: „głupi”. Widać było, że pochodzi z rodziny z „kasą”. Nie kręciło się jednak wokół niego dużo kobiet. Może źle to określiłam, on po prostu na mało, kogo zwracał uwagę.

P.S: Rozumiem, że na Panią zwrócił uwagę?

A.B: Dokładnie, to było dosyć dziwne. Nie należę do ikon piękności. Jednak Arek mówił mi, że jestem oryginalna, ciekawa i mam ogromną charyzmę.

P.S: Takie rzeczy od niedostępnego chłopaka potrafią namieszać w głowie.

A.B: Namieszać? Ja straciłam dla niego głowę kompletnie. Non stop kwiaty, restauracje, prezenty. Ja się czułam jak w amerykańskim śnie. W prawdzie były niepokojące objawy w jego zachowaniu, które powinny dać mi do myślenia. Ja jednak byłam ślepa i miałam klapki na oczach.

P.S: Co takiego niepokojącego było w zachowaniu partnera?

A.B: Ja tego nie zauważałam, ale koleżanki już tak. Mówiły, że on jest z jednej strony szarmancki, miły a z drugiej strony odzywa się do mnie bardzo ordynarnie. Faktycznie, teraz jak patrzę na to z perspektywy czasu, to dostrzegam, że wcześniej nie było nikogo, komu pozwoliłabym się tak do siebie zwracać.

P.S: Była Pani zakochana?

A.B: Teraz myślę, że to była moja ślepota spowodowana dużą dawką manipulacji z jego strony. Nawet jak na mnie krzyczał, to zaraz przynosił kwiaty, albo obracał wszystko w żart.

P.S: Rozumiem, że słowa koleżanek w ogóle nie robiły na Pani wrażenia?

A.B: On wmówił mi, że dziewczyny mi zazdroszczą. Przecież na żadną z nich, by nie spojrzał.
Wierzyłam mu i stawałam się coraz bardziej zależna.

P.S: Może to Pani jakoś szerzej wytłumaczyć?

Aga B: Wie Pani? Jak się myśli, że się nie ma koleżanek, że wszystkie są zazdrosne. Jak rodzice są w innej części kraju, człowiek zdaje się na tego, kogo kocha, tego, kogo ma najbliżej.

P.S: Uważa Pani, że była ofiarą przemocy psychicznej?

A.B: Przez dwa pierwsze lata byłam „urabiana”, w sensie schematu myślenia. Po 2 latach miałam już inny obraz tego, jak powinien wyglądać związek. Nie przeszkadzało mi nic, co robił Arek. Nawet jak obrażał mnie w gronie naszych przyjaciół. Zawsze potrafiłam sama sobie obrócić to w żart. Nie musiałam czekać na to, aż on to zrobi. Z perspektywy czasu wiem, że byłam upadlana do rangi małej istoty żyjącej koło niego. Nic nie wartej. Kogoś, kto jedyne co ma, to jego.

P.S: Miała Pani chyba jakieś swoje pieniądze, nie była Pani zależna?

A.B: Po pierwszym roku sytuacja życiowa rodziców zmusiła ich do podjęcia decyzji o tym, że mam przestać studiować. Nie było ich już na to stać. Mogłam wtedy zacząć pracować i sama zarobić na studia, ale nie zrobiłam tego. Arek powiedział, że niczego mi nie zabraknie. Z jego pieniędzy miało wystarczyć na nasze wspólne studia, na życie, na zabawę. Jak głupia poszłam na ten układ. Od tego momentu byłam już tylko jego cieniem.

P.S: Cieniem? Jak mam to rozumieć?

A.B: Cień ma chodzić krok w krok za człowiekiem. Nie ma prawa głosu i decydowania. Nie ma prawa do niczego. Po tych dwóch latach wydarzyło się jednak coś, co trochę mnie obudziło. Arek mnie po raz pierwszy uderzył. Nie wiem, czy to ma znaczenie, gdzie i czy ktoś przy tym był. Dla mnie wtedy było to jednak straszne. Zrobił to przy swoich kolegach, w naszym domu. Uderzył mnie tak mocno, że upadłam na kolana.

P.S: Co Pani wtedy zrobiła?

A.B: Wstałam, poszłam do łazienki. Arek poszedł za mną, zaczął mnie przepraszać. Nie chciałam go wpuścić, on się dobijał, w końcu otworzył drzwi sam. Był wściekły, że nie chcę przyjąć jego przeprosin, z każdą minutą wzburzenie rosło. Wtedy uderzył mnie drugi raz. Nie był pod wpływem używek, ani alkoholu. Wtedy myślałam, że to nie on.

P.S: Uciekła Pani?

A.B: ukradłam mu kilkaset złoty z portfela i w nocy w czasie jego późnej kąpieli opuściłam nasz „RAJ”.

P.S: Gdzie Pani poszła? Od wszystkich się Pani odcięła. Nikogo Pani nie miała?

A.B: Nikogo, poszłam do hotelu. Arek mnie tam znalazł po dwóch dniach. Nie wiem jak. Może ktoś mnie widział, jak tam wchodziłam. Nie chce przedłużać, bo to dla mnie ciężkie. Wróciłam do niego, bo mu kolejny raz uwierzyłam. Pół roku temu pobił mnie do nieprzytomności. Wtedy zabrali mnie stąd rodzice. Arek był w Olsztynie, nachodził mnie. Myślałam, że ten koszmar się nie skończy.
Ostatnio go nie widywałam. Gdy jego kontakt ze mną ucichł, po niedługim czasie dostałam wezwanie na policję. Pobił inną dziewczynę, zabił i czeka na wyrok.

P.S: Wiem, że to dla Pani ciężkie (Agnieszka płacze w trakcie rozmowy).
Co chciałaby Pani przekazać innym Kobietom? Na co powinny zwrócić uwagę?

A.B: Żeby nie szukały chłopaków, którzy popisują się, wydając na nie dużo pieniędzy. To nie są książęta z bajki. Takim zachowaniem najczęściej ktoś chce Cię kupić. Jak Cię kupi, jesteś jego.
Jak cień. Bez głosu. Niewolnica…

Pola Szarwiło Węgielska Psychoterapeuci Szczecin

eyes-730751_1920