Coś o winie…

Nadchodzi nieuchronnie czas wakacyjnych wyjazdów, a więc tym razem musi być
coś o winie. Musi, bo często wybierane kierunki wyjazdów to kraje, w których wino gości na
stole w równie naturalny sposób jak u nas herbata czy woda mineralna.

Ci, którzy piją wino w miarę regularnie, doskonale wiedzą jak wykorzystać taki wyjazd. Ale są też tacy, którzy
deklarują, że pijają ten szlachetny trunek tylko w czasie wakacyjnych wypadów. No bo jeżeli jedzie się na wakacje do Francji, Włoch, Chorwacji czy Hiszpanii, to co najmniej głupio byłoby nie zamówić do kolacji choćby kieliszka wina. I tutaj pojawiają się często kierowane do mnie prośby o poradę.

Jadę tu i tu, jakie wina w tym rejonie są najlepsze, które zamawiać, a
których raczej unikać?

No i jak odpowiedzieć na tak zadane pytanie, skoro mimo iż żyję na tym świecie już dość długo i niejednego wina dane było mi spróbować, to musiałbym chyba żyć kilka razy dłużej, żeby móc wydać opinię o wszystkich winach, no bo przecież mamy do czynienia z setkami szczepów winogron, setkami różnych mniejszych czy większych rejonów
winiarskich i kolejnymi setkami (a właściwie tysiącami) lokalnych wytwórni wina. W dodatku (o czym już kiedyś pisałem) mamy różną wrażliwość na bodźce zewnętrzne (w tym również na smaki), więc niekoniecznie moje wybory muszą odpowiadać komuś innemu. Jeżeli jednak miałbym coś poradzić, to powiem co ja robię kiedy zasiadam do posiłku w miejscu, w którym okolica usiana jest radującymi moje oko winnicami. Otóż zawsze proszę o typowy dla danego regionu posiłek i produkowane w tymże regionie wino (jeżeli jest to region, w którym produkuje się różnorodne wina z wielu szczepów, warto zdać się na sugestie miejscowych).

Tak się składa, że to co wyprodukowane (może bardziej wyhodowane) w tym samym klimacie
i tej samej glebie, jakoś wyjątkowo do siebie pasuje.

Szczerze mówiąc, na takim schemacie postępowania nigdy się nie zawiodłem. Bo nawet jeżeli posiłek sam w sobie nie stanowił majstersztyku, a wino wypite osobno nie było godne wielkiej uwagi, to razem taki zestaw zawsze sprawiał wielką frajdę. Być może decydującą rolę w tym wszystkim odgrywa nasz mózg, który odbierane przez kubki smakowe bodźce przetwarza na odczucia bardziej czy mniej przyjemne. A ów mózg w okresie wakacyjnym czasami po prostu szaleje. Brak codziennych rutynowych obowiązków, nowe wspaniałe miejsca, nowi mili, uprzejmi ludzie ( i co z tego, że to uprzejmość „zawodowa” ludzi żyjących z turystów) i ogólny luz blues sprawiają, że prawie wszystko wydaje nam się fajne i przyjemne. Więc korzystajmy z tego, cieszmy się każdą chwilą, pijmy te lokalne wina do miejscowych przysmaków, bo kiedy przywieziemy takie wino z wakacji i otworzymy je w innej rzeczywistości i innych okolicznościach, to mimo iż przywoła jakieś wspomnienia, już tak jak w czasie wakacji smakować nie będzie.

Mariusz Jóźwiak Esdor Polska