argument-g84c9d094b_1920

Kiedy mąż doznaje nagłego przebudzenia. Czyli czego nauczyła nas Cichopek i Hakiel

Tak, wiem, posługiwanie się przykładami rozwodzących się celebrytów może się mieć nijak do tego, jak wygląda życie nas „szarych Kowalskich” z własnymi problemami, własną codziennością i generalnie nie żyjących na świeczniku.

No właśnie, czy nas romans mógłby kogoś zainteresować? Czy paparazzi czailiby się pod naszym mieszkaniem? Nie! Ale… przyznam, że medialny efekt tego zamieszania zaskoczył mnie bardzo. W ostatnim miesiącu było u mnie dwóch mężów, którzy czytając doniesienia o rozwodzie gwiazdorskiej pary zaczęli się poważnie niepokoić o to, czy ich żony czasem nie mają romansu.

   Pierwszy mąż przyznał, że z żoną jest od piętnastu lat, ale na wakacjach byli ostatnio razem cztery lata temu, a współżyli ze sobą osiem miesięcy temu – twierdził, że kochają się, dzieci rosną, pieniędzy nie brakuje, ale… ostatnio żona przestała od niego czegokolwiek oczekiwać.

Już nie prosi go o wyjście do teatru, już nie sugeruje mu żadnych wspólnych wyjazdów, co do seksu to nigdy nie mieli porozumienia, ale kiedyś chociaż rozmawiali o tym, a teraz to już zupełnie nic. Mąż zmartwił się więc nagle – co się stało? Przyznam, że miałam ochotę kopnąć tego człowieka. Tyle miesięcy zaniedbań i nagłe przebudzenie. Czy tamta kobieta go zdradziła? Nie mam pojęcia. Radziłam najpierw rozmowę, ale taką szczerą – a dopiero potem wizytę u detektywa.

  Druga historia – małżeństwo z 10 letnim stażem, mieszkające w Kołobrzegu.

Dwójka małych dzieci – sześć lat i dwa latka i mąż, który poczuł się poważnie zaniepokojony tym, że żona powiedziała mu, że potrzebuje więcej czasu i przestrzeni. Z jednej strony też uznałabym to za niepokojące, ale z drugiej.. kobieta od sześciu lat siedziała w domu opiekując się dziećmi. Nie pracując, nie realizując żadnych swoich pasji. Mąż mówi – nie musiała pracować, nie musiała wychodzić, nic nie musiała. Chciałam dodać: jak w bajce czy jak w więzieniu? Mąż był zaskoczony tą deklaracją, tak jakby wypowiedziała mu posłuszeństwo albo zażądała rozwodu.  A może po prostu chciała wreszcie zrobić coś dla siebie? Też nie przyjęłam zlecenia – radziłam rozmowę, analizę całej sytuacji, a dopiero potem sprawdzenie czy to zdrada.

  Panowie – niech ta celebrycka sprawa nie będzie dla Was przesadną inspiracją, bo nie każde słowo „więcej przestrzeni” oznacza rozwód i nie każdy kolega z pracy to potencjalny kochanek. Ale… dbajcie o swoje żony. Tak po prostu.

tekst: Małgorzata Marczulewska – Agencja detektywistyczna www.averto.com.pl

UDOSTĘPNIJ TEN WPIS

Share on facebook
Share on twitter

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Dowiedz się więcej.