grocery-1232944_1920

Zakaz handlu w niedzielę jest już fikcją. Klienci się cieszą, a pracownicy?

Lidl? Czynny. Parking pełen ludzi w niedzielę. Jadę pod Biedronkę. Tam? Mnóstwo ludzi i tylko jedna czynna kasa. Myślę sobie – ok, sprawdzę jeszcze Kaufland. Niedziela, 19:40 – kolejka jak w środku tygodnia, a może nawet jeszcze większa. Wniosek? Polacy niedzielne zakupy kochają. Obecnie czynne są niemal wszystkie super i hipermarkety. To kwestia wadliwej i dziurawej ustawy, która pozwoliła „placówkom pocztowym” działać 7 dni w tygodniu. Dyskonty więc oferują dzisiaj usługi kurierskie i świetnie wychodzą na tym, że są czynne w niedzielę. Dzisiejszy temat należy rozpatrywać z trzech punktów widzenia.

PUNKT WIDZENIA 1 – PRACODAWCA, WŁAŚCICIEL SIECI

    Detaliści w Polsce prowadzą ostrą konkrencję. Chyba najostrzejszą w całej Europie. Mamy bardzo konkurencyjny rynek, a sieci wręcz prześcigają się w szykowaniu korzystnych ofert dla klientów. Mamy lidera – Biedronkę. Goniącą, polską sieć Dino. Potem Lidla, którego ekspansja idzie bardziej w jakość niż ilość i sieć Netto, której zasób sklepów zwiększył się dwukrotnie po wchłonięciu w Polsce sieci Tesco. Do tego dochodzą mniejsi, ale również rosnący potentaci handlowi jak Kaufland, ALDI czy Polo Market. I hipermarkety: Carrefour, Auchan i E.Leclerc. 

  Dla każdej z tych sieci handel w niedzielę to gwarancja na mnożenie zysku. Klientów nie brakuje, wręcz preciwnie. Blokada handlu to generator strat. Nic dziwnego, że sklepy miesiącami myślały o tym, jak ominąć niewygodne prawo i ruszyć do handlu. Żadna z sieci nie może zaspać. Przykład? Kiedy zaczęło otwierać się Dino, od razu otworzyła się Biedronka, która konkuruje bezpośrednio z siecią. Netto najpierw mówiło, że pozostanie zamknięte, ale… kiedy otworzył się Lidl, który ma tyle samo sklepów (mniej więcej) co Netto, to duńska sieć nie mogła zostać w tyle.

  Otwarcie handlu w niedzielę ma też swoje wady – pracowników ubywa. A teraz jeszcze trzeba obsadzić nimi niedzielne dyżury. Właściciele sieci dyskontów zastanawiają się jak namówić pracowników do pracowania w niedzielę. Lidl i Kaufland zapowiedzieli premię i podwyżki. To może być jedyna opcja zachęcająca.

PUNKT WIDZENIA 2 – PRACOWNIK

    I tutaj się zaczynają schody. Kto z Państwa chciałby pracować w niedzielę? No kto? Na ochotnika, może ktoś? Nie ma chętnych? No właśnie. W dyskontach też nie ma. Pracownicy zakaz handlu w niedzielę przyjmowali raczej pozytywnie. Po ponad dwóch latach przyzwyczaili się, że sobota jest hardkorowa, bo klientów jest mnóstwo, ale niedziela to zawsze wolne. Teraz już nie, a pracodawcy niestety nie zadbali o to, by komunikacja z pracownikami w tym zakresie była dobra. Pracownicy dyskontów z dnia na dzień dowiadywali się, że wracają do pracy. Przez braki kadrowe zdarzały się historie, że na jednym sklepie od 7 do 20 pracowały dwie kobiety. Tak się nie da działać w dyskoncie.

  Pracownicy obecnie bardzo optują za zakazem. Pracodawcy muszą więc ich przekonać i zapewnić im godne warunki pracy. To trudny dialog, bo mają oni wrażenie, że pracodawca zabiera im to, co zostało im dane (wolną niedzielę) i nic nie daje w zamian. Trudna sprawa.

PUNKT WIDZENIA 3: REKRUTER

  Praca w handlu to ciężkie zadanie. Pisałam już kiedyś felieton, że niektórzy chcą pracować wszędzie, tylko nie w handlu. Dyskonty ostatnio bardzo podniosły płace. Niektóre proponują na strat już ponad 4000 złotych brutto. To kwota większa niż może zarobić na start nauczyciel, pracownik socjalny czy urzędnik. Można powiedzieć więc, że z jednej strony dyskonty stawiają na jakość, coraz częściej oferują benefity i jako pracodawcy nie jest obca im idea CSR. Wizerunku jednak nie da się zmienić w rok czy dwa. Handel jest trudny, jest specyficzny. Na pewno więc praca w niedzielę nie jest czymś, co zachęca, by podjąć w nim pracę. 

Anna Sudolska

UDOSTĘPNIJ TEN WPIS

Share on facebook
Share on twitter

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Dowiedz się więcej.