DSC_0119 kadr

Ćwicz, jedz, kochaj siebie…

Zwariowana, uśmiechnięta, choć jak każdy człowiek ze swoim bagażem doświadczeń. Trenerka Personalna, która za target postawiła sobie Kobiety. Rozumie je, czuje ich nastroje i nie da się zwieść małym oszustwom. Jest bezwzględna. Jeśli szukasz osoby, która Cię rozgrzeszy z niedociągnięć i zrobi cacy, za kolejną tabliczkę czekolady, to źle trafiłaś. Ona nie idzie na kompromis, bo Twój cel, staje się jej celem. 

Przedstawiam Agatę Plewnia, Trenera Personalnego.

Nina Kaczmarek: Agata,  dlaczego zostałaś Trenerem Personalnym?

Agata Plewnia:  Pamiętam, jak dziś, że sport pojawił się w moim życiu, kiedy pracowałam w Urzędzie Miasta. Pomimo zmęczenia chadzałam do pracy na pieszo. Zajmowało mi to nawet 40 minut, ale wstawałam wcześniej, by zdążyć na 7 rano. Szłam dzień, w dzień, zdzierając kolejną parę butów. Poza pracą regularnie, do 3 razy w tygodniu chadzałam na zajęcia sportowe, był to typowy fitness, ABS i inne wzmacnianie. Niestety jakość mięśni była inna, niż się spodziewałam, choć pozostawałam szczupła. Myślałam więc, że ćwiczę za mało, że może powinnam więcej. Nie wiedziałam jak się odżywiać, choć intuicyjnie wprowadzałam pewne zmiany. Wtedy też spotkałam mojego przyszłego męża, który zajmował się sportem 25 lat i był Trenerem Personalnym był od 12. Jako wykładowca  jeździł po Polsce z jedną ze szkół fitness ucząc innych, jak się pracować aby świadomie kształtować ciało. Wśród jego uczniów znalazłam się i ja. Szukałam odpowiedzi na pytanie dlaczego mimo tylu ćwiczeń moje ciało nie wygląda, tak jak od niego oczekuję. Przez niego (śmiech) poznałam pracę z ciężarami, dzięki niemu zaczęłam prowadzić swoich pierwszych klientów, a z czasem zaczęłam wdrażać w rzeczywistość swoje zwariowane pomysły.

N.K.: Czy w swojej pracy uwzględniasz możliwość „negocjacji” ceny?

A.P.: Generalna zasada jest taka, że człowiek, podejmując wysiłek zmiany wyglądu swojego ciała, powinien posiadać wsparcie fachowca. Fachowiec natomiast ceni swoją pracę. Zatem praca z Trenerem Personalnym w większości przypadków powinna kosztować adekwatnie do potrzeb. Gdy klient zaczyna się targować, zmieniać stawki, dyskutować, to najczęściej znaczy że nie jest do końca przygotowany na zmianę lub trenera.

N.K.: Kiedy wobec tego miałaś swoich pierwszych klientów?

A.P.: Pierwsi zapoczątkowali moją pracę zawodową, a niedługo później miałam już kilku stałych klientów i ich pierwsze sukcesy na koncie.

N.K.: Agato, a czy sukcesy Twoich klientów  były także Twoimi osobistymi?

A.P.: Tak, choć nie zawsze w parze. Sukces mojego klienta zawsze bardzo mnie cieszy. Tym bardziej, że jako  człowiek też miewam chwile zwątpienia w siebie. Kiedyś przeżywałam stres,  zajadałam go. Miałam łatwy dostęp do lodówki i korzystałam ze sposobności łatwego dostępu do przyjemności, jednakże nie miałam wtedy umiaru i w ogóle nie odczuwałam sytości. Doprowadziłam się do wagi 65 kilogramów, tłustych kilogramów. Nadmierne jedzenie i brak ruchu, który wtedy mi towarzyszył sprawiły, że się roztyłam. Teraz ważę 55, ale to są głównie mięśnie. Dlatego doskonale potrafię wczuć się w sytuację moich podopiecznych.

N.K.:  Co sprawiło, że zrezygnowałaś z pewnej pracy w Urzędzie i stałaś się Trenerem?

A.P.: To był taki przewrót życiowy. Z urzędu przeszłam na własną działalność, która niejako była kontynuacją moich studiów – kredyty. Praktyka zweryfikowała teorię i  to okazało się trudne. Brakowało mi czasu, by pamiętać o sobie i wtedy poznałam Łukasza, który mnie odmienił.

N.K.: Czyli to Twój przyszły mąż uczynił Cię Trenerem?

A.P.: Tak, to on mnie naznaczył swoim piętnem (śmiech) Dzięki niemu mogłam w bardzo szybkim tempie nauczyć się tego wszystkiego, co sam już potrafił. Nauczył mnie, jak czerpać z jego wiedzy i nie popełniać błędów, które on popełnił.

N.K.: Czyli wykorzystałaś szansę i uczyłaś się na błędach drugiej połówki?

A.P.: Tak, bardzo dobrze powiedziane. Miałam dobrego nauczyciela, ale nadal się uczę. Każdy trening, każdy klient ma inne potrzeby i wymagania. Kiedy przychodzi do mnie Kobieta i mówi, że ma z czymś problem, to w I kolejności pracujemy nad jej oczekiwaniami, dopiero później wdrażamy te zmiany, które ja uważam za stosowne.  Tak potrafimy spotkać się w połowie naszych oczekiwań.

N.K.: Agato, a ile czasu potrzeba do zauważenia pierwszych efektów? Ile dni upłynie zanim ktoś będzie z siebie zadowolony?

A.P.: To jest kwestia indywidualna. O sobie mogę powiedzieć tyle, że po pół roku sumiennej pracy nad sobą osiągnęłam efekt, który mnie prawie satysfakcjonował. To było naprawdę mocne pół roku. Ćwiczyłam niemal co dzień, uruchamiając coraz to inną grupę mięśni. W ten sposób też zdobywałam doświadczenie, uczyłam się na samej sobie. Mój zawód jednak charakteryzuje się tym, że ciągle widzę w sobie coś do poprawienia. Jednak pierwsze zmiany przy regularnym trenowaniu można zaobserwować już po 10 treningach.

N.K.: Miewałaś chwile załamania, czy wszystko szło pięknie i gładko?

A.P.: Jasne, że miałam chwile załamania. Siadałam czasem i jadałam czekoladę płacząc „Nie uda mi się, nie uda mi się”

N.K.: Myślisz, że to normalne?

A.P.: Oczywiście. Nie znam człowieka, który od razu weźmie się za siebie i od początku będzie regularnie ćwiczył, systematycznie i zdrowo jadł i zrezygnuje z niekorzystnych nawyków. Każdy wszystko wdraża stopniowo, po kolei. Przyjmuje się, że zmiana nawyków żywieniowych zajmuje 21 dni, by się przestawić. Jest to tzw. aklimatyzacja. Podobnie z aktywnością fizyczną. Najczęściej ten czas wystarczy, żeby zaskoczyć.

N.K.: To od czego zwykła pani X ma zacząć od zmiany jedzenia, czy od treningów?

A.P.: Ze swoimi klientkami postępuję według takiego mojego schematu. Pierwsze dwa tygodnie poznajemy się, trenujemy i wprowadzamy małe zmiany żywieniowe. Jeśli np. ktoś 5 dni potrafi wytrzymać np. bez słodzenia herbaty, a do tej pory słodził, to wprowadzamy kolejne zmiany.

N.K.: A czy masz jakieś sprawdzone sposoby na podkręcenie motywacji na te 5 dni?

A.P.: Jest taki jeden sposób. Jak czegoś się bardzo, bardzo chce, to można to zapisać, albo zrobić temu zdjęcie i na nie popatrzeć. Na koniec tygodnia jest jeden dzień wolności. Można zjeść absolutnie wszystko. Oglądasz zdjęcia i myślisz, co byś zjadła. Najczęściej rezygnujesz ze wszystkiego co sfotografowałaś, albo zjadasz tego mniej. Bez tego czujesz się dużo lepiej.

N.K.: A co jeśli się nie uda, jeśli klientka się potknie, ale się nie przyzna…

A.P: To ja to widzę (śmiech) Jestem strasznym Trenerem Personalnym, nic się przede mną nie ukryje. A tak naprawdę, to trudno. Jest człowiekiem, ja też się czasem potykam.

N.K: Powiedziałaś trzy ważne rzeczy: Szybko, intensywnie, kryzys. Zatem, ile razy powinno się optymalnie ćwiczyć?

A.P.: Tutaj nie polecę tego, co zrobiłam ja osobiście, bo można się przetrenować. Dużo rozsądniej jest uczciwie podejść do tematu i przyjąć 2 do 3 dni w tygodniu, kiedy można ćwiczyć. By to dało ćwiczącemu możliwość co dziennego życia. Do tego warto być cały czas aktywnym.

N.K.: Co to znaczy być aktywnym? Co warto robić poza treningami siłowymi? 

A.P.: Można jeździć na rowerze, biegać, chodzić. Wiesz, że można biegać w nocy? Są tacy, których możesz spotkać na Jasnych Błoniach nawet o północy.

N.K: Agata, ale nie wszystko można wyćwiczyć. Co sądzisz o pomaganiu sobie rękami chirurga plastyka?

A.P.: Wszystko jest dla ludzi. Zawsze, jak widzę po raz pierwszy Kobietę, obserwuje ją, celem ustalenia nad czym będziemy pracować. Nie omijam np. piersi, a te jeśli się chce zmian można poprawić tylko skalpelem. Niestety mimo, że jest to tkanka tłuszczowa, to tam się nam ona nie odłoży tak chętnie (śmiech) Nawet jeśli, to w trakcie redukcji tłuszczu w ciele,  piersi zmniejszą się włącznie z ogólnym rozmiarem.

N.K.: Mówisz o redukcji tłuszczu, jak wobec tego można podzielić treningi?

A.P.: W zależności do potrzeb dostosowywuję treningi indywidualnie. Najczęściej Panie proszą o rzeźbiące i na masę mięśni. Jednak wszystko zależy od diety. Jeśli spożywamy za dużo kalorii, to trening pójdzie nam w masę. Wszystko trzeba odpowiednio zbilansować. Jednak ważne jest, by Kobiety zaczęły rozumieć, że trening z obciążeniami może zwiększyć gęstość ich mięśni, a niekoniecznie je powiększyć. Rozrost mięśni nie jest taki łatwy, bo mamy za mało testosteronu.

N.K.: Jak powinniśmy ćwiczyć? Każdy trening w tygodniu jest taki sam, czy warto je dzielić na grupy mięśniowe?

A.P.: Takie dzielenie, nazywa się „split” natomiast trening ogólnorozwojowy to FBW (czyli trening całego ciała). Jeśli zależy nam na gubieniu tkanki tłuszczowej, to dobrze jednak urozmaicać treningi. Im więcej grup mięśniowych angażuje ćwicząca, tym lepszy efekt. Ważne jest, by trening był urozmaiceniem naszej codzienności a zarazem pomagał nam w codziennych czynnościach – zawodowych jak i domowych. Jeśli pracujesz na siedząco, to ćwicz na stojąco, jeśli masz pracę stojącą, to ćwicz w pozycjach półleżących, siedzących.

N.K.: Jaka informacja może jeszcze pomóc Kobietom zrozumieć idee trenowania ?

A.P.: Ważne, żeby Kobiety pamiętały, że tłuszcz jest większy objętościowo od mięśni i, że mięśnie są cięższe od tłuszczu. Możemy ważyć mniej, ale być bardziej otłuszczone i większe. Możemy też ważyć więcej, ale być mniejsze rozmiarowo, bo bardziej zwarte w mięśniach.

N.K: To, jak należy jeść do treningu na rzeźbę, takiego który pomoże nam schudnąć?

A.P.: Powinno się pamiętać, że osoba ćwicząca potrzebuje od 0,8 do 1,2 g białka na kilogram masy ciała, niećwicząca 0,5 do 1,0 g, do tego ważne jest by dostarczać węglowodany czyli energię , bo one są potrzebne przy spalaniu tkanki tłuszczowej. Ważne jest jednak by pamiętać o ograniczeniu węglowodanów wieczorem – głownie prostych (to takie jak cukier, którym słodzimy), jednak z uwzględnieniem czasu kiedy mamy trening. Warto też pamiętać, że w trakcie odchudzania nie warto doprowadzać do uczucia głodu.

N.K.: A co jeśli to uczucie już się pojawi, czy jest jakieś wyjście awaryjne?

A.P.: Nie ma, to już jest pozamiatane (śmiech) wtedy nasz organizm już wszedł na rezerwę i ruszył, to z czego najłatwiej mu pobrać energię – nasze mięśnie. Wszystko, co zjemy na głodnego pójdzie na magazyn, czyli w boczki (śmiech), w wielkim uproszczeniu.

N.K.: A co, jak jestem głodna w nocy?

A.P.: Jeśli na 2-3 godziny przed snem, to śmiało. Można zjeść coś lekkiego, najlepiej białkowego. Jeśli łaknienie budzi w nocy, to znaczy, że w ciągu dnia źle zostały rozpracowane posiłki i teraz organizm próbuje nadrobić zaległości.

N.K.: Czy jest jakaś grupa Kobiet, które muszą dużo intensywniej ćwiczyć na swój sukces?

A.P.: Tak, najczęściej są to Kobiety z tzw. niedoczynnością tarczycy, czyli chorobami z nią związanymi. Ale i tutaj można zadziałać, wystarczy odpowiednio żonglować węglowodanami i jeść, jak najmniej przetworzone produkty, najlepiej regionalne.

N.K.: A Jakie przekąski są dozwolone, tzw. bezkarne?

A.P.: O nie! (śmiech) Nie ma czegoś takiego! Nie ma bezkarnego podjadania. Każda zjedzona rzecz to już posiłek. Kobiety często zapominają, że zjedzone w ciągu dnia jabłko, to też posiłek i tak należy je traktować. Ale można zawsze mieć coś ze sobą, żeby nie łapać się za byle co. Wrzucić jabłko do torebki, wafle ryżowe, 2-3, nie cała paczka. Bezkarnie można pić wodę.

N.K.:  To ile posiłków należy jeść?

A.P.: Różnie, 3-4, nawet do 7. Zależy od trybu pracy, życia. Najczęściej jednak 4 posiłki.

N.K.: To po kolei. Śniadanie?

A.P.: Owsianka, węglowodany złożone, z żurawiną, orzeszkami lub innymi dodatkami, szukamy własnych smaków.

N.K.: Co dalej?

A.P.: Po 3-4 godzinach, posiłek węglowodanowo- białkowy. Ryż brązowy, makaron razowy, kasza al dente plus jakieś chude mięso. Kolejno, podwieczorek, może to być jakiś owoc, warzywo lub jeśli ktoś lubi odżywka białkowa. Ważne, żeby uważać z owocami, przy redukcji tłuszczu. Mają dużo cukrów prostych, które nie są sprzymierzeńcami w drodze do smukłej sylwetki.  Na kolację białko z warzywami, chuda rybka, mięsko lub inne. Ważne jest, by pamiętać że wszystko pomiędzy też jest posiłkiem.

(na końcu artykułu znajdziesz wzór na zapotrzebowanie kaloryczne Kobiet)

N.K.: Od czego powinna zacząć wobec tego Kobieta, która chce zacząć pracę ze sobą?

A.P.: Od siebie. Powiedzenia sobie: „Przepraszam, że Ci to robię, że tak Cię krzywdzę. Od dziś będzie inaczej, będę Cię kochać i dbać o Ciebie”

N.K.: No, tak, a co jeśli Pani powie „A, jak ja mam to zmienić, jak pogodzić. Mój mąż lubi schabowego, a dzieci to tego nie ruszą”?

A.P.: No i znowu stawia siebie na końcu. Powinna się zastanowić, czy chce siebie kochać i sobie pomóc. Jak chce mieć zdrową rodzinę, to powinna  zacząć od siebie. Daje przykład dzieciom.

N.K.: Agata, a jakie masz grzeszki?

A.P.: Grzeszki…? Uuuuu…. No może lody sojowe lub ryżowe, albo burgery z wołowiny…

N.K.: Eee, to się nie liczy, to nie grzeszki. 

A.P.: No to nie, nie mam. Zmieniłam całkiem swoje nawyki. Teraz pamiętam o tym, co mogę zyskać, a nie myślę o tym, co tracę. Mam teraz inne poczucie smaku, lubię inne rzeczy.

N.K.: Teraz jesteśmy po świętach, ale przed nami Majówka. Jak można grzecznie podziękować za częstowanie nas rzeczami, które nie służą naszemu kaloryferowi na brzuchu?

A.P.: Mój mąż ma na to świetną odpowiedź „Zjem Twojego szaszłyka, ale Ty zjedz moją owsiankę” Działa! (śmiech)

N.K.: Czy jest wobec tego uniwersalna zasada dla wszystkich? Jak jeść, jak ćwiczyć?

A.P.: Nie, każdy powinien być traktowany indywidualnie.

N.K.: A gdzie siebie widzisz za rok?

A.P.:  Marzy się nam, mi i mojemu mężowi poprowadzenie Warsztatów z Treningiem Personalnym dla Kobiet. Nie każdą Kobietę stać na Trenera Personalnego, a wiele z nich chciałoby wiedzieć, jak to działa.

N.K.: Kiedy Panie mogą się spodziewać takiej atrakcji?

A.P.: Wszelkie aktualności będą na stronie, którą prowadzimy wspólnymi siłami. Jeśli któraś z Pań jest zainteresowana może śledzić nas na TIGY.PL

N.K.: Masz jakieś marzenie?

A.P.: Tak, chciałabym poprowadzić kogoś do zawodów. Tak od początku, do końca.

N.K.: A Ty? Chciałabyś wziąć udział w takim konkursie?

A.P.: Owszem, ale teraz mam inne plany na siebie. Może za niedługi czas zostanę mamą… A po ciąży będę karmić piersią i będę ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć, bo to pomaga przy laktacji. Ruch jest dobry na wszystko (śmiech)

Wzór zapotrzebowania dziennego na kalorie u Kobiety:

1. Zważ sie

2. Przelicz

Masa ciala (kg) x 10 + 700

3. wzglednij sytaucje w jakiej obecniej się znajdujesz tzn:

1,2 – siedzący praca, 1,4 – średnia aktywność fizyczna, 1,8 – ciężka aktywność fizyczna

Dodaj odpowiedni wspaźnik do ww wzoru np:

Masa ciala (kg) x 10 + 700 x 1,2

Wynik to Twoje dzienne zapotrzebowanie na kcl.

DSC_0119size

Rozmawiała Nina Kaczmarek

UDOSTĘPNIJ TEN WPIS

Share on facebook
Share on twitter

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Dowiedz się więcej.